14/08/2026
Moja pierwsza jazda profesjonalnym gokartem.
Widok maszyn jest dla mnie czymś normalnym. Zazwyczaj jednak oglądam je sprzed ekranu komputera lub z trybun. Tym razem było inaczej. Trener Andrzej Słowiński podczas ostatniego treningu na torze Wallrav Race Center zwrócił się do mnie z propozycją. Stwierdził, że „Skoro o tym piszesz, to wypadałoby samemu doświadczyć, co naprawdę czują kierowcy na torze”. Chwilę później dopasowywałem już kask i wsiadłem do profesjonalnego karta startującego w serii Tillotson T4.
Wiedziałem, jak sterować takim gokartem, bo miałem już możliwość jazdy nim na symulatorze. Czułem się też pewniej dzięki temu, że na torze towarzyszyć miała mi Emily, która jest doświadczoną zawodniczką. Dopiero gdy pierwszy raz wcisnąłem gaz, poczułem siłę, jaka drzemie w tej maszynie. Pierwszy zakręt był czymś niesamowitym, bo pomimo dostosowania odpowiedniej prędkości musiałem mierzyć się z siłą odśrodkową, która walczyła ze mną podczas każdego skrętu kierownicą. Po przejechaniu pierwszego krętego odcinka czułem się, jakby ktoś poprzestawiał mi organy, jednak nie miałem dużo czasu do namysłu, bo wyjeżdżałem na główną prostą toru. Wcisnąłem gaz do dechy i cieszyłem się jak dziecko z prędkości, jaką osiągałem. Po prostej zostało jeszcze kilka wyprofilowanych zakrętów, które uważałem za najbardziej wymagający odcinek toru, jednak udało mi się przez nie przejechać cały.
Minąłem trenera Słowińskiego, który jedną dłonią pokazywał mi, że dobrze mi idzie, a drugą informował, że zostały mi jeszcze 2 okrążenia przed zjazdem do garażu. Do kolejnych okrążeń zdecydowałem się podejść nieco śmielej. Pierwszy sektor przejechałem z większą pewnością siebie, przez co na prostej byłem jeszcze szybszy. Ostatni zakręt zdecydował się jednak zakwestionować mój zapał i po złożeniu się w ciasny nawrót wszedłem w nadsterowność, przez co mój bolid został obrócony w poprzek toru. Byłem przyzwyczajony do takich małych wywrotek na symulatorze, czy w grach wyścigowych, więc gdy tylko bolid się zatrzymał, to od razu wyprowadziłem go na odpowiednią trasę i wróciłem do ścigania. Ostatnie okrążenie było czystą przyjemnością, bo wiedziałem o prędkości, z jaką mogę złożyć się w każdy zakręt, a mając pierwszą wywrotkę za sobą, nie obawiałem się kolejnej. Po zjeździe do garażu przepełniała mnie euforia, a jedyne, o czym myślałem to, w jaki sposób mógłbym poprawić swoje tempo i jeszcze lepiej przejechać zakręty.
Jedno jest pewne. Po tych kilku okrążeniach patrzę na każdy wyścig i na każdego kierowcę z zupełnie nowej perspektywy. Walka, jaką prowadzą nie tylko z innymi kierowcami, ale z samym bolidem, aby okiełznać jego moc i jechać na granicy możliwości jest czymś niezwykłym. Dopiero doświadczając tego na własnej skórze, zrozumiałem, co to tak naprawdę znaczy. Dziękuję bardzo trenerowi Andrzejowi Słowińskiego za tą okazję, bo było to niesamowite doświadczenie, które bez dwóch zdań pozwoli mi lepiej rozumieć każdy następny wyścig.
Do zobaczenia na torze!
Autor: Konrad Korzeniewski