28/02/2026
😱
Dostałem mandat za… stanie w miejscu.”
Nie za prędkość.
Nie za drift.
Za stanie.
Godzina 22:47. Parking pod marketem. Siedzę w aucie, silnik zgaszony, muzyka cicho leci, ja po prostu myślę. Obok mnie typ w nowym SUV-ie patrzy jakby zaraz miał startować w Le Mans.
Podjeżdża radiowóz.
– „Pan tu tak stoi już 20 minut.”
– „No… stoję.”
– „To wygląda podejrzanie.”
I w tym momencie zaczyna się absurd.
Bo dokładnie wtedy typ z SUV-a odpala auto i mówi do mnie przez uchyloną szybę:
– „To co? Jedziemy?”
Ja patrzę na niego jak na NPC z gry. Nigdy go nie widziałem.
Policjant patrzy na mnie.
Ja patrzę na policjanta.
I nagle wychodzi, że… ktoś zadzwonił, że „organizujemy nielegalne wyścigi”.
Na parkingu.
Pod Biedronką.
W środę.
Policjant pyta mnie, czy planowałem „dynamiczny start”.
Ja mówię, że planowałem kanapkę białkową i wrócić do domu.
I teraz najlepsze.
Typ z SUV-a mówi:
– „Ja tylko zapytałem, bo wyglądał jakby chciał.”
Wyglądałem jakby chciał.
Czyli według tej logiki:
• Jak ktoś ma BMW, to już chce się ścigać?
• Jak ktoś siedzi w aucie wieczorem, to planuje przestępstwo?
• Jak spojrzysz na inne auto, to to już wyzwanie?
Finalnie mandatu nie dostałem, ale zostałem „pouczony za stwarzanie potencjalnej sytuacji do wykroczenia”.
Stwarzanie potencjalnej sytuacji.
Za istnienie w samochodzie.
I teraz pytanie do was, serio:
Czy to ja przesadzam, czy my naprawdę żyjemy w czasach, gdzie samo posiadanie auta + wieczór = podejrzenie?
I druga sprawa…
Gdyby ten gość naprawdę chciał się ścigać – co byście zrobili?