05/02/2023
W całej tej Strefie Czystego Transportu nie denerwuje mnie nawet to, że nie będę mógł do niej wjechać, bo oczywiście znajdę 2137 sposobów, żeby sobie z tym poradzić, ponieważ motoryzacja to moja branża, znam sporo osób i jestem na bieżąco z przepisami.
Nie denerwuje mnie również że to dzielenie ludzi na biednych i bogatych, bo nie każdy biedny musi mieć samochód, mieszkając w centrum miasta, tak jak nie każdy mieszkający na przedmieściach musi mieć helikopter.
Umiarkowanie denerwuje mnie odbieranie legalnie nabytych praw, czyli zakup samochodu w dobrej wierze, homologowanego i legalnie dopuszczonego do ruchu, z którego potem nie możemy korzystać.
Niesłychanie jednak denerwuje mnie, że to wszystko stworzone jest bez żadnych podstaw. 10-latek wziął i narysował na mapie Warszawy owal, arbitralnie wyznaczając granicę, która nie odnosi się ani do dzielnicy, ani do granicy miasta, ani do niczego. Jest po prostu wzięta z głowy. Nie ma też żadnych badań, na których się oparto. Jedyne badania pochodzą z 2011 r. (gdy Euro 5 obowiązywało od 3 miesięcy, a o Euro 6 jeszcze nie słyszano) i to w dodatku były badania, które nie dotyczyły sprawy, o której mowa, czyli które samochody trują ile.
Następnie wzięto jakieś liczby i napisano je w jakiejś losowej kolejności. Przy okazji pomylono co się dawało i porównano niebieskie z okrągłym, na przykład w przypadku diesli Euro 6 rozróżniono te z Euro 6 i Euro 6d-TEMP, podczas gdy jest to TA SAMA NORMA, tylko metoda jej pomiaru jest inna.
Nieprawdopodobnie denerwuje mnie, że jest to wykorzystywane do dalszego dzielenia społeczeństwa. Pan Z z ulicy Przykładowej mieszka 50 m za granicą strefy, więc może jeździć swoim Passatem B4 1.9 TD codziennie do pracy przez miasto, co zresztą robi. Pan Y z ulicy Prostopadłej mieszka już w strefie, więc co 2 lata musi sprawdzać, czy jego auto jeszcze spełnia kryteria, mimo że jeździ nim raz w tygodniu na działeczkę. Pod uwagę nie jest brane zużycie paliwa ani masa pojazdu, przez co do strefy wjedzie Bentley Bentayga W12, ale nie wjedzie Nissan Micra K11 z LPG - podczas kiedy to powinno być podstawowe kryterium.
Podsumowując: mamy kompletnie przypadkowy kształt oparty na przypadkowych i nieaktualnych badaniach, i teraz opierając się na tych kryteriach całkowicie z odbytu wziętych, będziemy tworzyć system restrykcji dla obywateli, nie mając pojęcia czy to w ogóle coś da – tzn. mając świadomość, że nie da, bo powietrze nie wie że kończy się strefa i po prostu przepływa sobie tam i ówdzie, a akurat strefa wyznaczona przez władze Warszawy to nie jest część miasta o najwyższym natężeniu ruchu. Najwyższe natężenie ruchu występuje w godzinach porannych na wjazdach do miasta, czego SCT absolutnie nie rozwiąże.
Wiemy, że to do niczego nie prowadzi, a jednak w to brniemy. Jeśli samochody trują, to trują wszędzie tak samo, więc SCT powinna być cała Polska. Dlaczego mieszkańcy Siedlec albo Sochaczewa mają być truci, a mieszkańcy fragmentu Warszawy - już nie? Jeśli chcemy zmniejszyć ruch samochodowy w Warszawie - strefa tego TEŻ nie rozwiązuje, to rozwiązałaby opłata wjazdowa, tak jak jest w Londynie.
Tego typu wątpliwości są jednak tylko źródłem frustracji. Konsultacje społeczne zostaną zignorowane, powołując się na badanie, które wykonano z pogwałceniem wszystkich zasad statystyki, zadając ludziom pytanie „czy władze Warszawy powinny dbać o czyste powietrze” i 87% powiedziało że tak, a to oznacza że poparcie dla podzielenia miasta wykazało 87% ankietowanych. To jest przebój, bo równie dobrze można by zadać pytanie: czy powinno być lepiej? 100% odpowie że tak, a wtedy wjeżdża Partia Lepiej i mówi, że ma 100% poparcia społecznego, zobaczcie, tu jest badanie.
Na szczęście mój pierdolnik nie jest w Warszawie, żegnaj Warszawo, miło było cię znać, narka.
Na zdjęciu moja propozycja kształtu SCT, równie sensowna jak ta oficjalna.