03/11/2021
Jako że przełom października i listopada w sposób naturalny skłaniają nas do refleksji i zadumy, tako i ja uległem tym nastrojom i postanowiłem napisać kilka słów.
W ciągu trzech lat działalności warsztatu JARTOM-MOTOCYKLE przewinęło się przez moje ręce całkiem sporo sprzętów z praktycznie wszystkich gatunków i klas pojemnościowych. Z oczywistych względów były to w większości pojazdy co najmniej kilkuletnie. Sporą częścią z nich były świeże nabytki z drugiej ręki. Na podstawie zdobytych doświadczeń mogę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że stan "igła, absolutnie bez wkładu finansowego" występuje tylko w ogłoszeniach i salonach z nowymi motocyklami. Sytuacja wygląda tak, że stosunkowo niewielu stać na kupno nowej maszyny, większość z nas motocyklistów musi zadowolić się sprzętami z drugiej(w najlepszym przypadku) ręki. Zakupowi nowego motocykla zawsze towarzyszą wielkie emocje, najczęściej zaćmiewające tak ważny w tym momencie zdrowy rozsądek. Po wielu godzinach przeglądania ogłoszeń i zasobów internetu w końcu stoimy przed wymarzonym moto i jego sprzedawcą opowiadającym o igle.
Czasem, gdy sami jesteśmy ogarnięci w temacie lub mamy przy sobie osobę, która się zna, jesteśmy w stanie dość trafnie ocenić stan techniczny i oszacować przybliżone koszty czekających nas serwisów czy ewentualnych napraw. Z taką wiedzą możemy przystąpić do owocnych negocjacji ceny, bądź zacisnąć zęby, odwrócić się na pięcie i kontynuować poszukiwania.
Niestety ten drugi scenariusz jest często lepszym wyborem. W rzeczywistości, najczęściej kupującym brakuje dostatecznej wiedzy i doświadczenia aby trafnie ocenić stan kupowanego motocykla, do tego dochodzą emocje, presja czasu i odległość od miejsca zamieszkania. Efektem tego są często niemiłe niespodzianki. W praktycznie każdym używanym motocyklu jest coś do zrobienia, wielu użytkowników oszczędza na serwisie swoich maszyn i koszty spadają na nowego właściciela. Serwis olejowy czy wymiana podstawowych części eksploatacyjnych są rzeczą normalną i każdy świadomy motocyklista się z tym liczy, gorszą sytuacją jest tak zwane combo, gdy do wymiany kwalifikują się prawie wszystkie części eksploatacyjne: napęd, opony, tarcze i klocki, łożyska itp. Nie wspomnę już o krzywych lagach lub pękniętych elementach ramy.
Kupując używany motocykl nie sugerujmy się rocznikiem ani przebiegiem, który nie musi być prawdziwy. Skupmy się przede wszystkim na ocenie ogólnego stanu zadbania, który świadczy o sposobie eksploatacji i podejściu poprzedniego właściciela. Unikajmy pojazdów noszących ślady licznych przeróbek i wpychania niefachowych rączek. Informacje o przeprowadzonych tuningach także powinny ochłodzić nasz zapał. Starajmy się znaleźć moto w jak najbardziej oryginalnym stanie, bez śladów grzebactwa. Szczególną grupą ryzyka są maszyny odkupione od młodych gniewnych użytkowników, których serwis ograniczał się do zmiany żarówek na ledy. Takie sprzęty to najczęściej pewne kłopoty. Modny jest w naszym kraju trend dyskredytujący mechaników jako zdzierców w czasach gdy przecież przecież każdy może naprawić sobie sam na podstawie tutoriala z Youtube. Takie podejście przyczynia się do pogorszenia ogólnego stanu jeżdżących w Polsce motocykli. Zaryzykuję twierdzenie, że większość zużycia i uszkodzeń wynika nie z właściwej eksploatacji, lecz zaniedbań serwisowych i ingerencji niekompetentnych osób.
Powyższy tekst, mimo, ze nosi znamiona ostrzeżenia, nie oznacza wcale, że na rynku wtórnym są same złomy. Jest wiele fajnych zadbanych maszyn, które przy niewielkim nakładzie pozwolą nam długo cieszyć się bezproblemową eksploatacją. Zalecam tylko bardziej krytyczne podejście do zakupu, trochę cierpliwości i wparcie się fachową wiedzą. W ten sposób moi przyszli klienci zaoszczędzą sobie zmartwień, a ja będę miał mniej okazji do podejmowania prób reanimacji zwłok.
Przy okazji kończącego się sezonu, chciałem serdecznie podziękować wszystkim tym którzy mi zaufali i zaprosić tych którzy mnie jeszcze nie znają. U nas sezon serwisowy trwa w najlepsze.
Pozdrawiam jesiennie,
Tomasz Jarmuszewski.