22/05/2026
🤘 Handlarz, oszust i do tego narkoman😆😁
Połączenie - samochód na holenderskich zjazdowych tablicach + bawarska autostrada + Audi A6 zakończyło się tak jak musiało 😁
Jadę sobie grzecznie, naprawdę zero świrowania - sto trzydzieści, to sto trzydzieści.
W tylnym lusterku widzę Audi. No dobra, usiadł sobie to niech siedzi, nie pierwszy i nie ostatni. Normalna sprawa.
Zapomniałem już o nim. Jadę z A do B, walcząc z przeciekajacym vapem..
Nagle łup. Audi wyrywa do przodu, wyprzedza mnie dziarskim i zdecydowanym manewrem. Najpierw pomyślałem, że w sumie znudziło mu się wlec w takim tempie.
No ale gdy tylko mnie wyprzedził to niebieskie światła sygnalizacyjne delikatnie zasugerowały, że chyba to jakaś grubsza sprawa, a gdy po sekundzie na tylnej szybie wyświetlił się oczojebny napis "BITTE FOLGEN" to zdałem sobie sprawę, że ta grubsza sprawa na tej zatłoczonej autostradzie to dotyczy właśnie mnie. To mnie zaszczyt kopnął.
To byli miejscowi, doskonale wiedzieli gdzie zacząć akcję, bo po 200m pojawiła się idealna zatoczka. Zatrzymali się, ja za nimi.
Wysiedli. Kierwa trochę słabo, że bez mundurów.
Na europejskich autostradach byłem zatrzymywany wielokrotnie. Najczęściej oczywiście w Szwajcarii. Żadne tam mandaty - po prostu rutynowe kontrole. Auto na obcych blachach, policja potrafi być ciekawa kto, po co i dlaczego. No ale taka kontrola zawsze w mundurach, normalna drogówka.
Guten tag,
Kim jesteś?
Gdzie jedziesz?
Skąd jedziesz?
No i po co?
No i oczywiście dokumenty.
Wszystko elegancko wytłumaczyłem, że z Holandii, że wóz kupiłem i ja to robię w życiu właśnie i że jadę obejrzeć następny.
Na dźwięk słowa Holandia to miłemu aczkolwiek bardzo oficjalnemu niemkeckiemu policjantowi aż się oczy zaświeciły.
Please step out of the car. W zasadzi od początku przeszliśmy na angielski, bo mój niemiecki wystarcza żeby powiedzieć Niemcowi, że jego "kupplung ist nicht gut" ale w sytuacji kontroli niewiadomej służby obcego państwa zdecydowanie bardziej komfortowo czuje się w języku Szekspira i jasia fasoli.
No no. Jak w amerykańskich filmach. Jeszcze ręce na maskę poproszę.
Przeszukanie. Najpierw kieszenie.
Bilet z parkingu, dwa paragony ze stacji i portfel. Żadnych łupów. Smuteczek. Pan Policjant niepocieszony.
Trochę zdziwiony, trochę przestraszony - pytam czy zrobiłem coś złego, czy jakieś wykroczenie może na drodze.
"Nie, to rutynowa kontrola"
"Czy ma Pan jakieś narkotyki? Czy ma Pan jakąś gotówkę?"
Drugi raz w życiu mnie policjant pyta czy nie wiozę nielegalnych substancji.
Za pierwszym razem w Szwajcarii stróż prawa wykazał się jednak większą kreatywnością pytając o kilka podstawowych rzeczy, kończąc ten wywiad pytaniem:
"Do You have some w**d, man?"😆
Do dziś nie wiem czy był wtedy w pracy czy po prostu chcial kupić. 😁
Tutaj żadnych niedopowiedzeń nie było. Żadnych pytań. Panowie mnie zatrzymali i mają nadzieję, że coś znajdą.
Proszę o podejście do maski, będziemy przeszukiwać samochód.
Pierwsza myśl spoko.
"Do your job, no problem"
Po chwili refleksja. A gdyby tak holendrowi od którego kupiłem auto wypadła miesiąc temu na podłogę przysłowiowa lufka fifki i on to olał albo zapomniał. Albo był tak upalony, że nawet nie zauważył 😅
Co wtedy❓️ jadę przecież z kraju w którym dowolna substancja X jest legalna, podczas gdy w aucie właśnie grzebie mi policja z kraju w którym ta substancja legalna nie jest.
Zgrzyt zgrzyt, wyjęli podłogę bagażnika.
Ja się zacząłem uspokajać, że oni szukają kilo, a nie grama. Widocznie wyglądałem im na takiego co może takie kilo wieźć, w tej bluzie z kapturem.
Bagażnik złożyli, biorą się za demontaż tylnej kanapy.
Gadać nie chcą ni wząb. Ani o tym czy czesto im się trafia przemyt z Holandii. Ani o tym dlaczego szukają gotówki. Nie działa. Chłodny profesjonalizm.
Kiedy przeszli do przedniego rzędu rzuciłem rozpaczliwie że do plecaka to lepiej w rękawiczkach, ale też totalnie kulą w płot.
Latarki, schowki powyciagane, przetrzepane od A do Z. Jeszcze pod maską zostało, nie zapomnieli.
Po 20 minutach takiej rewizji Panowie obwiescili mi, że nie znaleźli zupełnie niczego. Narkotyków i gotówki w samochodzie brak.
Potwierdziłem im ten fakt, informując, że jestem może i dealerem ale wyłącznie samochodów, za które płacę przelewami, bo po pierwsze jest szybciej i łatwiej, no i większą gotówkę to strach wozić w dzisiejszych czasach po Europie, zwłaszcza zachodniej, nie czułbym się z tym bezpiecznie.
(Nie mogłem się powstrzymać przed tą drobną zlosliwoscią)
Skineli tylko głowami, wzięli jeszcze dokumenty wozu i moje żeby gdzieś tam sobie je sprawdzić.
Ale też nic nie znaleźli, bo samochód 100% legit, a ja też nie poszukiwany.
Zapytałem więc grzecznie, czy to koniec kontroli i czy mogę już jechać.
Odpowiedzieli, że tak i że droga wolna.
Po czym stali przede mną jeszcze ze trzy minuty w wąskiej zatoczce, blokując mi wyjazd.😆
Jaki morał z tej historii ❓️
Jeśli wieziesz kilo to jest to zajęcie ryzykowne, nawet jeśli nie jedziesz z zachodu na wschód, tylko z północy na południe.
Jeśli wieziesz większą ilość gotówki, mogą się tym zainteresować.
Warto czasem ogarnąć w aucie, nawet jeśli w nim chwilowo mieszkasz. Nigdy nie wiesz kiedy mogą zawitać goście 😆😅
Miłego poranka i smacznej kawusi, gdy to czytasz, ja już w trasie - mam nadzieję, że tym razem bez przygód.
Piona
🤘