23/04/2025
Myślałem, że już nigdy tu nie zajrzę a tym bardziej nie w takim celu.
Niestety 25.01.2025 w sobotni wieczór mój przyjaciel Bart Ek , który odkupił odemnie Jette w skutek tragicznego wypadku poniósł śmierć na miejscu zdarzenia drogowego (DK44). Całe zdarzenie spowodował nieodpowiedzialny kierowca jadąc z naprzeciwka z ogromną prędkością zderzył się z Jettą Bartka...
Była sobota wieczór, kładłem wraz z żoną naszego synka do łóżka, kiedy już zasnął w moim telefonie rozległ się alarm w straży (tak jestem strażakiem ratownikiem) była godzina 20:50 nie zastanawiając się zerwałem się co sił w nogach i pojechałem...
W straży przebierając się do akcji dowiedziałem się że jedziemy do wypadku samochodowego gdzie kierowca jest zakleszczony w pojeździe i jest nieprzytomny...
W kilkadziesiąt sekund wszyscy byli gotowi jedziemy ratować ludzkie życie, wtedy jeszcze nie wiedziałem, że czeka mnie najgorsza akcja jaką przeżyję przez te wszystkie lata służby...
Na miejscu pierwsze co usłyszałem od jednego z policjantów to, że jest tam ktoś od nas (wszyscy myslieli, że to ja jestem uwięziony w wraku Jetty), nasz dowódca głośno powiedział to przecież Jetta Wojtka, dla mnie w tym momencie czas jakoś zwolnił, nie wierzyłem własnym oczom w przydrożnym rowie stała wbita w ziemie Jetta było widać tylko tył samochodu.
Podbiegłem ocenić sytuację Bartek był już przytomny, kontaktował co się dzieje. Widząc jego obrażenia pomyślałem, nawet jeżeli nie uratujemy jego nogi to on będzie żył i będzie dobrze...
Cała akcja przebiegała bardzo sprawnie, każdy wiedział co ma robić wszyscy pracowali jak w szwajcarskim zegarku, kiedy strażacy robili swoje, ratownicy medyczni zadysponowali bez zawachania LPRa bo przecież czas gra tu teraz najważniejszą rolę. Bartek został uwolniony i na noszach przetransportowany do karetki pogotowia ratunkowego...
Po chwili w karetce następuje najgorsze serce Bartka zatrzymuje się zaczyna sie heroiczna walka o życie, podczas reanimacji dolatuje z Krakowa wezwany śmigłowiec LPR przybyły lekarz kontynuje reanimacje, jednak po godzinie walki życia i śmierci przychodzi najgorsze...
Stoję obok drzwi karetki patrze na lekarza on kiwa głową, że to koniec na poboczu drogi stoi najbliższa rodzina czekająca na dobre wieści, dalej w tle widzę znajomych i przyjaciół Bartka...
Drzwi karetki otwierają się jest totalna cisza nikt nawet się nie rusza, czas się zatrzymał. Lekarz podchodzi do rodziców Bartka i składa kondolencje, nie wierzę że to się dzieje, nawet wiatr przestał wiać, to koniec, słychać płacz...
Wiem, że słowa nie oddadzą całej tej akcji i ciężko to wszystko opisać, minęły 3 miesiące i pewnie jeszcze długo mnie to będzie przygnębiać o ile nie zawsze. Widziałem w życiu wiele, ale tego nie życzę nikomu...
Dziękuję znajomym i przyjacielom Bartka za to, że ku jego pamięci stworzyli krzyż przy drodze w miejscu tragicznego wypadku i jego śmierci.
Krzyż powstał z częśći, które zostały odzyskane z wraku Jetty, wydech który został stworzony przez mojego kolegę kiedy Jetta była jeszcze moja oraz wymarzona felga Bartka teraz błyszczą i ostrzegają innych przy drodze DK44 w Bieruniu Starym.
Niech pamięć o naszym wspólnym koledze będzie wieczna, do zobaczenia tam na górze, kiedyś znowu zbijemy piątkę na przywitanie i znowu będziemy się śmiać tak jak to zawsze bywało kiedy widzieliśmy się czy to na zlocie, ognisku lub zwykłym sklepie. Żegnaj przyjacielu 🪦
Uważajcie na siebie, bo niewiele trzeba do tragedii, mam nadzieję że sprawca tej tragedii zostanie należycie ukarany a sprawiedliwość stanie po dobrej stronie, by dobre imię naszego przyjaciela i kolegi nigdy nie było zapomniane i poniewierane.